Wielka Brytania chce premiować auta elektryczne oddające prąd do sieci
Rząd Wielkiej Brytanii rozważa zachęty dla producentów, którzy będą montować w autach elektrycznych technologię „vehicle to grid” (V2G). Dzięki niej samochód może działać jak mobilny magazyn energii, ale organizacje ekologiczne ostrzegają, że pomysł może mieć nieoczekiwany skutek uboczny: więcej spalinowych aut w sprzedaży.
Na czym polega V2G
Technologia V2G, zwana też ładowaniem dwukierunkowym, pozwala naładować auto automatycznie w nocy, gdy prąd jest tani, a potem odsprzedać część energii do sieci w godzinach wysokiego zapotrzebowania. Samochód może też zasilać dom kierowcy, a to rozwiązanie nazywa się V2H.
Chodzi o jeden z głównych problemów przejścia na odnawialne źródła: jak bilansować sieć, gdy jest bezwietrznie, pochmurno albo ciemno, a produkcja z wiatru i słońca nie nadąża za popytem. Miliony aut zdolnych do oddawania prądu mogłyby ograniczyć potrzebę uruchamiania drogich elektrowni gazowych. Podobną rolę mogą pełnić domowe akumulatory.
Z kolei inteligentne taryfy ładowania, które nie wymagają V2G, już teraz pomagają w problemie odwrotnym. Zachęcają kierowców do ładowania, gdy energii jest w nadmiarze i jest tania, co zmniejsza konieczność płacenia wytwórcom za wyłączanie instalacji odnawialnych.
Premia dla producentów budzi wątpliwości
Plany opisano w konsultacji rządowej, która właśnie się zakończyła, w ramach przeglądu tzw. mandatu ZEV, czyli brytyjskich celów sprzedaży aut zeroemisyjnych. Producent mógłby dostać „kredyt” za sprzedaż auta z V2G. Taki kredyt pozwalałby sprzedać dodatkowy samochód spalinowy bez ryzyka kar za niewykonanie celów.
Rząd przygotowuje się jednocześnie do obniżenia celów sprzedaży aut elektrycznych. Organizacje ekologiczne spodziewają się zmian, które mogłyby oznaczać dodatkowe 147 mln ton węgla wyemitowanych do atmosfery do 2050 roku.
Ben Nelmes z think tanku New AutoMotive przyznaje, że V2G to obiecująca technologia, ale uważa, że producentów należy nagradzać tylko za faktyczne wykorzystanie, a nie za samo zamontowanie. Według jego wyliczeń jeden lub dwa dodatkowe kredyty, warte około 4 tys. funtów każdy, oznaczałyby tysiące funtów na samochód za sprzęt kosztujący kilkaset funtów. Tymczasem niewielu kierowców ma drogą ładowarkę potrzebną do korzystania z tej funkcji.
Podobnie ocenia to Vicky Edmonds ze stowarzyszenia kierowców Electric Vehicle Association England:
„Na przyznawanie producentom takiego kredytu jest zdecydowanie za wcześnie” – powiedziała, wskazując, że technologia nie została jeszcze sprawdzona na dużą skalę. Jej zdaniem kierowcy wciąż zajmują się bardziej przyziemnymi sprawami: ceną auta, kosztem ładowania i tym, czy elektryk odpowiada ich codziennym potrzebom.
Ile prądu mogłyby dać samochody
Już teraz część kierowców odsprzedaje energię do sieci, korzystając z usług firm takich jak Octopus Energy w Wielkiej Brytanii, Renault we Francji czy BMW w Niemczech. Octopus twierdzi, że kierowca może w ten sposób zaoszczędzić 620 funtów rocznie.
Według National Energy System Operator, który bilansuje sieć w Wielkiej Brytanii, auta z V2G mogłyby do 2030 roku dawać moc porównywalną z elektrownią, czyli 1,2 GW na żądanie. Do 2050 roku prognoza sięga nawet 41 GW, co wystarczyłoby na pokrycie ponad jednej czwartej szczytowego zapotrzebowania.
Co to oznacza dla polskiego kierowcy
Mandat ZEV to brytyjskie przepisy, więc nie dotyczą one bezpośrednio Polski ani Unii Europejskiej. Debata jest jednak ciekawa także dla nas, bo pokazuje, że auta elektryczne coraz częściej traktuje się nie tylko jako środek transportu, ale też element systemu energetycznego. Skoro usługi odsprzedaży prądu oferują już producenci i dostawcy energii w sąsiednich krajach, podobne rozwiązania mogą z czasem trafić także do nas.
W praktyce opłacalność takiej usługi zależy od ceny prądu, taryf i sprzętu, w tym dwukierunkowej ładowarki. Zanim zacznie się mówić o realnych oszczędnościach polskich kierowców, trzeba poczekać na ofertę dostępną na naszym rynku.
Źródło: The Guardian – „UK looking to give carmakers incentives to turn EVs into ‘power plants on wheels’”
